Całe życie na to czekałem

Lubię ten moment ekscytacji, kiedy po godzinie spędzonej w samochodzie na zakorkowanych ulicach, w końcu dojeżdżam na dworzec i kupuję bilet. Potem pozostaje już tylko czekać na pociąg. A czas spędzony na peronie jak nic innego kojarzy mi się z czekaniem, zerkaniem na zegarek, i powtarzanym w głowie pytaniem: „Kiedy?”.


Wszyscy jesteśmy częścią większej historii. Historii pisanej oczekiwaniem. Ona od zawsze pisana była „od” i „do”, a granice jej rozdziałów są wielkimi punktami, w których zaznaczono właśnie TE momenty.

Nie pamiętam już, czy czekałem na Świętego Mikołaja, pierwszą gwiazdkę, wakacje po pierwszym roku w szkole, czy rodziców, którzy mieli odebrać mnie z przedszkola. Ale wszystko to, co działo się później i co mogę wywołać ze swojej pamięci, jest związane z czekaniem na coś albo na kogoś.

Bo tak właśnie wygląda nasze życie. Kiedy jadę na dworzec – czekam na pociąg. Studiuję, więc czekam na koniec roku akademickiego i wakacje. W pracy czekamy na wypłatę. Zimą czekamy na wiosnę. Czekamy aż kelner poda nam posiłek w restauracji, a kiedy mamy ochotę gotować w domu, to najpierw musimy poczekać w kolejce do sklepowej kasy, a później na rozgrzanie piekarnika.

Czekamy na moment, który w naszym kalendarzu nie jest zapisany pod konkretną datą, ale pod „kiedyś”.

Ja w swoim kalendarzu mam takich momentów kilka.

Chciałbym je już wykreślić. Nie dopiero wtedy, kiedy uda się do nich dotrzeć, ale już teraz. Bo wszystkie te rzeczy, które mają być „kiedyś”, za bardzo odciągają mnie od tego co jest dzisiaj.

Właśnie tak czeka się na pojawienie się TEJ osoby. Bo ona kiedyś się pojawi. Bo tak się stanie. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo gdzie i w jakim momencie naszego życia, ale będzie tak „kiedyś”. I cały ten czas przed tym, jest jedynie czekaniem. Czymś biernym, pozornie prostym, pozbawionym konkretnego działania. To jak życie w zawieszeniu, w oczekiwaniu, że nagle stanie się cud i wszystko się zmieni za sprawą jednej osoby.

Kiedy rozmawiam z kimś, kto chętnie dzieli się swoimi przeżyciami w poszukiwaniu kogoś wyjątkowego, widzę jeden wspólny element. Każdy na coś czeka i gdzieś głęboko w głowie ma konkretny plan, co ma się wydarzyć. A myślenie o tym bez żadnej gwarancji, kiedy to w końcu nastąpi, oddala zupełnie od tego co dzieje się teraz.

Czekanie na jedną wielką rzecz ma to do siebie, że ciężko skupić się na tym co dzieje się po drodze. A przecież nigdy nie jest tak, że coś dzieje się samo, bez przyczyny. Do każdego dużego wydarzenia, prowadzi wiele mniejszych, które łatwo mogą nam umknąć. Nawet kiedy czekasz na tę jedną osobę, która ma wszystko zmienić, to po drodze spotkasz wiele innych, które cię do tej jedynej doprowadzą. Przeżyjesz dziesiątki rzeczy, które na samym końcu dadzą oczekiwany skutek. Ale je też – pomimo tego, że cel jest najważniejszy – warto przeżyć w dobry i świadomy sposób.

Dlatego warto mieć małe cele. Takie codzienne, proste, które dopiero w dłuższej perspektywie doprowadzą do czegoś większego. Dają one możliwość skupienia się na tym co tu i teraz. Przeżywania samej drogi – bo czym innym jest czekanie – w sposób wartościowy. A kiedy ta droga doprowadzi nas do największego celu, jego osiągnięcie będzie bardziej cieszyć.

Kiedy codzienność staje się bardziej istotna, mniej jest pytań „kiedy?”. Bo każdy mały cel to wyzwanie prowadzące do kolejnego wyzwania, małymi krokami, z dobrym planem.

Czekałem tak kiedyś na TĘ osobę, myśląc tylko o tym, że kiedyś się pojawi. Czekałem z samotności i niezrozumienia tego, że obok jest wiele rzeczy, które nie tylko pozwolą mi nie myśleć o tym co może być bardzo odległe, ale mogą mnie też do tego przybliżyć. Nawet jeżeli dzisiaj tego nie widzę.

A kiedy przestałem czekać, okazało się, że wcale nie muszę tego robić. Bo chociaż minęło sporo czasu, nie był to czas spędzony na czekaniu, a na działaniu. Na podejmowaniu wyzwań, które daje mi każdy nowy dzień.

Dojeżdżając na dworzec, kiedyś po prostu czekałem. Dzisiaj wiem, że nawet w tak krótkim czasie dzieje się tyle rzeczy, że czekać nie trzeba. Trzeba po prostu żyć. A potem wsiąść do pociągu, który dowiezie nas do celu.

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu