Chciałbym to wiedzieć przed maturą – skuteczny sposób na prokrastynację

Maj nadal kojarzy mi się najbardziej z maturami. I nadal oceniam ten okres jako najbardziej stresujący w moim dotychczasowym życiu. Dzisiaj na czasy swojej szkolnej nauki – szczególnie okres przedmaturalny – patrzę z perspektywy kolejnych lat studiów i pracy. Dzięki temu trochę lepiej rozumiem swoje zachowania i wiem co robiłem dobrze, a co mógłbym zrobić dużo lepiej.


Nie miałem motywacji

I nadal bardzo często jej nie mam. To w dużej mierze problem związany z planowaniem i rozkładaniem swojej pracy w czasie. Kiedy miałem świadomość tego, że „deadline” jest jeszcze odległy, nie miałem motywacji do podjęcia jakiegokolwiek działania. Motywujące było tylko gaszenie pożarów, czyli reagowanie na nagłe sytuacje, które wymagały szybkiej reakcji. Zaplanowane, regularne działania były często na dalszym planie.

Nie miałem czasu

To taka klasyczna wymówka, ale w moim przypadku przez długi czas była prawdziwa. Ze względu na dużą ilość dodatkowych zajęć i treningi, rzeczywiście ciężko było znaleźć większe okienko na naukę w domu. Jeżeli dodamy do tego brak planowania, otrzymamy bardzo niebezpieczny miks, w którym wolne godziny, które powinny zostać poświęcone na naukę, są bezpowrotnie tracone na masę czynności, które nie popychają do przodu. 

Jednak nie było tak źle

Paradoksalnie, w sytuacji nagromadzenia zajęć i treningów odnajdywałem się dużo lepiej niż w sytuacji, w której miałem mnóstwo wolnego czasu (doświadczyłem tego np. na drugim czy trzecim roku studiów). To wspomnienie dzisiaj doprowadziło mnie do ultra-ważnego wniosku. Moim największym problemem od zawsze była prokrastynacja.

Zewnętrzna motywacja vs wewnętrzna motywacja

Te wszystkie sytuacje, w których dużo łatwiej pracuje nam się pod presją czasu, kiedy termin wykonania jest bliski, oznaczają ciekawą rzecz. Dużo lepiej działa na nas zewnętrzna motywacja, czyli ktoś lub coś, co „wisi nam nad głową” i daje bardzo realną perspektywę zawalenia czegoś albo poniesienia porażki.  

Trudniej jednak o wewnętrzną motywację, która jest kluczowa w sytuacji, w której mamy dużo czasu, nikt nas nie ciśnie, a kolejny dzień zwłoki pozostanie bez konsekwencji. Rozsądek podpowiada wtedy, że mądrym rozwiązaniem byłoby zaplanowanie i podzielenie pracy. Ale to nie rozsądek ma najważniejszy głos w walce o wewnętrzną motywację. Pierwsze skrzypce grają emocje.


Zapisz się na mózgowy newsletter!

Jeżeli chcesz być na bieżąco z wiedzą i materiałami na które trafiam w sieci, albo nie chcesz ominąć żadnego mojego nowego tekstu, zapisz się do specjalnego newslettera, którego otrzymasz prosto na swojego messengera! Wystarczy, że klikniesz obok w ikonkę wiadomości.


Podłoże prokrastynacji

Dzisiaj jestem przekonany, że moja prokrastynacja to problem emocji. Kiedy odkładam w czasie rzeczy, których wcale nie chcę robić, wiąże się to moim negatywnym stosunkiem do nich. To nie jest tak, że na pewno są one za trudne, zbyt męczące czy – w moim odczuciu – bezsensowne. 

Zawsze chodzi o to, że po prostu mam do nich negatywny stosunek. Być może powodują u mnie stres, być może wiążą się z tym, że muszę wyjść poza swoją strefę komfortu i zrobić coś nieprzyjemnego. 

Nasz mózg woli po prostu te przyjemne rzeczy, trudno się więc dziwić, że łatwiej jest nam wybrać obejrzenie kolejnego odcinka Gry o Tron niż poświęcenie godziny na zrobienie czegoś, co jest dla nas mniej przyjemne np. odpisywanie na zaległe maile czy zrobienie porządku w szafce z dokumentami. 

Takie zjawisko opisuje się jako potrzebę natychmiastowej gratyfikacji, która wydaje nam się dużo większą korzyścią niż benefity, na które trzeba pracować już dzisiaj, ale ich efekty będą widoczne dopiero za jakiś czas.

Skuteczny sposób na prokrastynację

Z prokrastynacją można sobie jednak poradzić oszukując trochę swój mózg i stosując bardzo skuteczny sposób, z którego korzystałem od dawna – jednak zupełnie nieświadomie. 

Tym sposobem jest wykorzystanie tzw. „spustów działania”.

Spusty działania

Metoda spustów działania przypomina trochę zwyczajne planowanie swoich zadań, jednak jest to planowanie bardziej precyzyjne a dzięki temu bardziej skuteczne.

Polega na wykorzystaniu formuły „Po tym, jak …, to …”. 

Czyli konkretnemu zaplanowaniu jakiegoś działania w konkretnej sytuacji np. „Po tym, jak wrócę z treningu, będę rozwiązywał równania matematyczne przez 40 minut” (to jedno ze sformułowań, z których nieświadomie korzystałem w okresie szkolnej nauki).

Skuteczność tej metody została potwierdzona naukowo. Okazało się, ze takie planowanie swoich zadań jest dużo bardziej skuteczne niż ogólne „Będę więcej ćwiczył” czy „Przeczytam w tym miesiącu dwie książki”.

Doskonale sprawdza się przy planowaniu trudnych zadań (lub takich, do których mamy negatywny stosunek emocjonalny) np. kiedy mamy zaplanować pierwsze treningi na siłowni czy zrobić nudny raport do pracy.

Kryteria + decyzja

Metoda spustów działania jest skuteczna, ponieważ odnosi się do bardzo konkretnych sytuacji w naszym życiu. Żeby wykorzystać je jak najlepiej, warto stworzyć odpowiedni proces ich przygotowania.

  1. Jaki mam cel?

Czyli wyznaczenie celu naszego działania. Często jest tak, że nasze cele są bardzo duże i ciężko jest je konkretnie zaplanować w czasie np. cel, który brzmi „chcę schudnąć”, albo „chcę nauczyć się działania najważniejszych neuroprzekaźników”. 

Ale nawet takie cele można wykorzystać do zaplanowania odpowiednich spustów działania. 

2. Co mnie do niego doprowadzi?

Co przybliży mnie do wyznaczonego celu? Trzymając się wcześniejszego przykładu: Jeżeli chcę nauczyć się działania najważniejszych neuroprzekaźników, powinienem przez godzinę czytać książkę do biochemii. 

3. W jakiej sytuacji to wykonam?

Czyli jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby przejść do działania. Załóżmy, że książkę będę czytał po skończeniu treningu na siłowni. Dobrze jest też znać wcześniej dokładny termin takiego treningu. Załóżmy, że będzie to poniedziałek, środa i piątek. W takiej sytuacji nasz spust działania będzie wyglądał następująco:

Chcę nauczyć się działania najważniejszych neuroprzekaźników. [Dlatego] Po tym jak skończę trening w poniedziałek, środę i piątek, będę czytał książkę od biochemii przez godzinę.

To działa

Przez większość swojego życia korzystałem z tej metody zupełnie nieświadomie. Stawiałem sobie równe warunki, dzięki którym mogłem zacząć wykonywać jakąś zaplanowaną czynność. Oczywiście kiedyś korzystałem z tego dużo rzadziej – a szkoda. To jedna z tych rzeczy, które chciałbym wiedzieć na etapie swojej szkolnej nauki. Być może wtedy zrobiłbym więcej rzeczy i mniej prokrastynował.

To oczywiście nie jedyna metoda radzenia sobie z prokrastynacją, ale z pewnością jest jedną z bardziej skutecznych. 

Warto z niej skorzystać szczególnie wtedy, kiedy planowanie nie jest naszą mocną stroną, a emocjonalne impulsy skutecznie oddalają nas od wykonania ważnych zadań. 


Źródło: https://www.researchgate.net/publication/37367696_Implementation_Intentions_and_Goal_Achievement_A_Meta-Analysis_of_Effects_and_Processes

Zapisz się na mózgowy newsletter!

Jeżeli chcesz być na bieżąco z wiedzą i materiałami na które trafiam w sieci, albo nie chcesz ominąć żadnego mojego nowego tekstu, zapisz się do specjalnego newslettera, którego otrzymasz prosto na swojego messengera! Wystarczy, że klikniesz obok w ikonkę wiadomości.

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu