Dlaczego antyszczepionkowcy mają rację?

Od jakiegoś czasu prowadzę na sobie pewien eksperyment. Na Facebooku, dołączyłem do kilku grup zrzeszających ludzi prezentujących pseudonaukowe poglądy. I wiesz co? Okazało się, że antyszczepionkowcy mają rację!


Na początku była ciekawość. Moja ciekawość. Zachęcony prześmiewczymi screenami z pseudonaukowych grup, zacząłem być bardzo ciekawy, czy to wszystko jest tak na poważnie, czy może to tylko jeden z żartów internetowych trolli. Nie wierzyłem wtedy, że ktoś zupełnie serio i nieświadomie jest w stanie przesunąć granicę ludzkiej głupoty o kilka kolejnych metrów. A następnego dnia jeszcze dalej. I dalej.

Postanowiłem więc dołączyć do kilku takich grup, żeby na własne oczy zobaczyć, o czym dyskutuje się w tej „gorszej części internetu”. Kilka tygodni obserwacji, śledzenia wątków i czytania najróżniejszych – mniej lub bardziej oderwanych od rzeczywistości – rzeczy (w połączeniu z nową polityką Facebooka, który na mojej tablicy umieszcza w dużej większości posty z grup), sprawiło, że dzisiaj większość postów jakie widzę na Facebooku, dotyczy teorii spiskowych, pseudonauki, płaskiej ziemi, szczepionek i leczenia nowotworów za pomocą pozytywnego myślenia. Najwyższy czas to wszystko podsumować.

Antyszczepionkowcy mają rację!

Tak, dobrze czytasz. Mają rację. A przynajmniej do takich wniosków dochodzą oni sami i może dojść każdy, kto tak jak ja należy do kilku wspomnianych grup. Dlaczego tak się dzieje?

Odpowiedzą jest istnienie błędu konfirmacji, znanego również jako efekt potwierdzenia. Polega on na tym, że mając postawioną jakąś tezę, wszędzie szukamy i widzimy jej potwierdzenie. Niezależnie od tego, czy informacje są prawdziwe i niezależnie od tego, czego one dotyczą, nasz mózg interpretuje je w taki sposób, żeby potwierdzały nasze poglądy. Nieważne, że prawda jest inna. Nieważne, że dowody wskazują na coś innego. Nieważne jest nawet to, że znalezione informacje jasno dają do zrozumienia, że nasza teoria jest mylna. W każdej z tych sytuacji, możemy znaleźć coś, co utwierdzi nas w naszym przekonaniu.

Utwierdzi do tego stopnia, że w naszym świecie inna wersja wydarzeń przestanie istnieć.

Oczywiście to tylko jeden z przykładów poglądów, które utwierdzają się w umysłach ludzi na tej zasadzie. Podobnie jest z wiarą w płaską ziemie, trujące chmury rozpylane z samolotów, zatrutą żywność i wiele innych.

Uwierzcie mi, że będąc obecnym przez te kilka tygodni we wspomnianych grupach, trafiałem na takie treści KILKADZIESIĄT razy dziennie.

Mamy na świecie liderów, którzy rozprzestrzeniają takie poglądy, ciągnąć za sobą tłumy. Ale to nie liderzy są największym zagrożeniem. Prawdziwym zagrożeniem są grupy, które za nimi podążają, bo największą siłą w takich przypadkach jest…

Społeczność!

Po jakimś czasie swojej obecności na pseudonaukowych grupach, zobaczyłem jaką siłą jest wspierająca się i podzielająca swoje opinie społeczność. Człowiek nieprzekonany, poszukujący odpowiedzi na nurtujące go pytania, trafiając w takie miejsce znajduje bardzo duża grupę ludzi, którzy bardzo chętnie udzielą mu odpowiedzi, popierając je dziesiątkami artykułów z sobie tylko znanych, „pewnych” źródeł. W kolejnej grupie zobaczy to samo. W następnej też. Przy odrobinie pecha albo niechęci do dalszego poszukiwania, przyjmie przedstawione mu poglądy. Gdy zacznie dalej szukać, będzie chciał je potwierdzić. Błąd konfirmacji. Kolejny „przebudzony” (bo tak często nazywają siebie nawzajem członkowie pseudonaukowych grup) dołączył do ekipy.

Społeczność w tym przypadku jest jeszcze silniejsza, bo kieruje swoje działania na walkę z „wrogiem”. I tak, w przypadku medycyny wrogiem nie są choroby, a „system”, który nie dość, że sam te choroby wywołuje, to jeszcze czerpie zyski z tego, żeby nie można było ich wyleczyć. To z kolei, nazywane jest w psychologii syndromem oblężonej twierdzy. Mniej lub bardziej wyimaginowany wróg, jednoczy społeczność i daje poczucie, że bezpiecznie jest tylko wewnątrz niej.

To coś w rodzaju sekty, tyle tylko, że realne zagrożenie nie dotknie jedynie tych, którzy się w niej znaleźli, ale całe społeczeństwa, które – np. w przypadku tematu szczepień – mogą zostać narażone na niebezpieczne choroby (niedawno został opublikowany raport, w którym stwierdzono, że w Polsce w 2017 roku, liczba osób zaszczepionych przeciwko odrze, spadła do 94%, czyli poniżej progu gwarantującego tzw. odporność zbiorową).

Wracając do moich obserwacji, warto zastanowić się, kto właściwie wierzy w te wszystkie głupoty? Wierzą zwykli, prości ludzie. Tacy, których codziennie mijasz na ulicy. Tacy, z którymi pracujesz, chodzisz do szkoły. Tacy, których widujesz co niedzielę w kościelnej ławce. Ci sami, w towarzystwie których czekasz w kolejce do kasy w Tesco. Skala tego zjawiska, jest większa niż ci się wydaje.

Antyszczepionkowcy mają rację, bo nie widzą nic, poza rzeczami, które potwierdzają ich poglądy. Ale to, co skłoniło ich pierwszy raz do poszukiwań „alternatywnych” teorii, nie musiało być związane jedynie z ludzką ciekawością. Bardzo często to ludzie, którzy doznali jakiejś krzywdy.

 Przyczepiłem się tych szczepionek, bo na tym przykładzie najłatwiej to wytłumaczyć, ale wszystko analogicznie dotyczy też wiary w inne rzeczy, które dla nauki wydają się absurdalne albo niebezpieczne. 

Nie ulega żadnej wątpliwości, że są przypadki, w których szczepienie mogło doprowadzić do różnego rodzaju skutków ubocznych (tych potwierdzonych naukowo, autyzmu w to nie mieszamy). Nie ulega też wątpliwości, że są lekarze i naukowcy, którzy popełniają błędy, doprowadzając nawet do czyjejś śmierci. Takie przypadki są i nie dziwie się, że stają się dla przeciwników podstawowymi argumentami za tym, że dzisiejsza medycyna bardziej niż do leczenia, służy do depopulacji (potwierdzenie, pamiętasz?).

Nie oznacza to, że szczepienia są złe i nie pomagają w zwalczaniu chorób, które jeszcze jakiś czas temu były dla ludzi śmiertelne. Oznacza to jednak, że zawsze jest druga strona medalu i powód, dla którego ktoś myśli tak, a nie inaczej. To właśnie tego powodu trzeba szukać!

Tymczasem nauka robi olbrzymi błąd. Nie zastanawia się, skąd biorą się ci wszyscy ludzie, którzy wierzą w pseudonaukę. Zakłada się, że to może z głupoty, może z braku wykształcenia, może z biedy albo nieudanego życia. I zamiast zrozumieć, a potem wytłumaczyć (nawet jeżeli jest to czasem niemożliwe, albo wyjątkowo trudne), próbuje się punktować jak jest, a jak nie jest.

Ostatnio zobaczyłem plakat, który miał promować naukowe podejście do życia. Wyglądał on tak:

I chociaż na pierwszy rzut oka wszystko z nim w porządku, o tyle gdy przyjrzałem się mu bardziej wnikliwie, doszedłem do wniosku, że to nie jest dobra forma promowania nauki. Szczególnie wśród tych, którzy poglądy mają skrajnie inne.

Przekonywanie nieprzekonanych, nie może polegać na zestawianiu kontrowersyjnych czy niesłusznych poglądów, ze stwierdzeniami absolutnymi (takimi jak na plakacie), które w niektórych przypadkach z rozsądnym podejściem do nauki, nie mają nic wspólnego. Głównie dlatego, że przedstawiają teorie, które przy obecnym stanie wiedzy są uznawane za słuszne, ale jeszcze chwilę wcześniej były traktowane inaczej i za jakiś czas, też mogą zostać uznane za nieprawdziwe.

Homoseksualizm też według nauki był uznawany za chorobę i leczony, szczepienia w większości działają, ale w niektórych przypadkach mogą też nie działać, kukurydza GMO według dzisiejszych badań, może nie być szkodliwa, ale nie ma żadnej gwarancji, że za kilka lat ktoś nie zrobi badań i nie wyciągnie odwrotnych wniosków. To jest ten problem i konflikt, o którym zawsze trzeba pamiętać. Tym bardziej wtedy, kiedy chcemy edukować, a nie tylko walczyć albo zwalczać.

Nauka i pseudonauka, mają jeden wspólny mianownik. Wiarę. Wiarę w to, że jest tak jak myślę, a inni się mylą. Paliwem dla tej wiary, jest wsparcie grupy i błędy poznawcze, które popełniane są przez ludzi nagminnie. Największy sens widzę w próbie zrozumienia, na czym ta wiara się opiera.

Bo można się pośmiać, można mówić, że ktoś inny jest idiotą, można obserwować bez żadnej reakcji z przekonaniem, że to coś jest nieszkodliwą głupotą. Ale prawda jest taka, że sprawy niedługo zajdą za daleko i – tak jak w przypadku tych nieszczęsnych szczepień – stworzą zagrożenie nie tylko dla tych, którzy będąc ich przeciwnikami swoich dzieci nie zaszczepią, ale również dla tych, którzy dzisiaj się z nich tylko śmieją.


Przeczytaj też:

Więcej o błędzie konfirmacji: KLIK KLIK
Więcej o syndromie oblężonej twierdzy: KLIK

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu