Dlaczego cały czas ci się nie udaje?

Żyjemy w nieuleczalnie chorym kraju, w którym każdy próbuje pokazać, jak wspaniałe ma życie. Pomimo tego, że wcale nie ma.


Podstawowym życiowym celem większości polaków – młodych i starych – jest pokazanie, jak to im się w życiu powiodło. Zajebista praca, dobry samochód, śniadanka na mieście i wakacje All Inclusive. Tak trzeba żyć, to trzeba pokazać!

I nie wiem, czy to dalej januszowa mentalność, która podświadomie każe konkurować z sąsiadem, o to kto ma lepszy samochód, czy może zwyczajna próżność podyktowana uzależnieniem od lajków, które dostaniemy za każde fajne zdjęcie. Uczyniliśmy z tego społeczną konkurencję, w której każdy ściga się z każdym, tak jakby od tego cokolwiek zależało.

Mamy w sobie niewytłumaczalny kult sukcesu, jako czegoś, dzięki czemu stajemy się lepsi od innych i automatycznie należy nam się za to większy szacunek. No bo to się nie godzi, żeby Krzysiek z pod trójki, który jeździ starym Oplem, mógł konkurować z nami i naszym Passatem. Wiadomo, kto rządzi w bloku.

I tu nawet nie chodzi o to, żeby ludzie się nie chwalili. Wręcz przeciwnie! Niech się chwalą, pokazują na każdym kroku ile posiadają i ile osiągnęli. Niech przedłużają sobie niektóre części ciała coraz większymi i szybszymi samochodami. Co to komu przeszkadza? Niech robią to wszystko, pod warunkiem, że jest to prawdziwe.

Problem polega na czymś innym. Za dużo ludzi udaje, pozuje i dąży do czegoś tylko dlatego, że jest to modne, że tak trzeba, bo inni tak robią. A przecież nie każdemu musi się udać.

Odrzucamy porażki. Boimy się ich. Wszędzie przecież oglądamy ludzi sukcesu, którym się udało. Dzielą się z nami swoimi sekretami, próbują opowiedzieć o tym dlaczego i jak osiągnęli tak dużo. Inni na to patrzą i myślą sobie „też tak chcę”, potem dowiadują się, że „mogą wszystko” i wydaje im się, że to wystarczy. Nie wystarczy.

Kiedy Janusz chce mieć lepszy samochód niż jego sąsiad, to leci do banku i bierze kredyt na który go nie stać. On ma to w dupie, będzie miał samochód, będzie się w czym pokazać. Co z tego, że później nie będzie z czego zapłacić raty kredytu? O tym już nikt nie musi wiedzieć. Samochód zobaczy każdy.

Tak samo jest z sukcesem. Na zewnątrz można udawać, że wszystko jest świetnie, że się udaje, że cud, miód i orzeszki. Ale to może być tylko pozór, pod którym kryje się nieszczęście i desperacja, bo oprócz otaczania się wizją wyimaginowanego sukcesu, taki człowiek nie ma nic więcej.

Gdyby spojrzeć na nas z boku, jesteśmy społeczeństwem ogarniętym kultem sukcesu. Przyglądając się bliżej, można dostrzec, że jesteśmy grupą nieudaczników. Tylko nikt dzisiaj nie potrafi się do tego przyznać i pokazać tego publicznie.

Ci, którym się nie udaje, nie wychylają się w kierunku blasku najjaśniejszych reflektorów. Siedzą w cieniu. Sfrustrowani, źli i zniszczeni przez życie. Kolorowy świat, który widzimy na pierwszym planie ich nie chce. Bo nie udało im się raz, drugi, trzeci…

Nikt nie mówi o porażkach. Wszędzie tylko sukcesy. Spójrzcie na prezentacje niektórych mówców motywacyjnych i wielu innych osób z różnych branż. Wszędzie tylko „Jak osiągnąć sukces?”, „10 kroków do spełnienia marzeń.” i „Ty też możesz zostać milionerem.”. Ktoś słyszy podobne rzeczy, nie uda mu się kilka razy i kaplica. Wydaje mu się, że nie ma czego szukać w dzisiejszym świecie.

A prawda jest inna. Prawda jest taka, że każdy człowiek był, jest, albo będzie w ciemnej dupie. Popełni jakiś błąd, nie uda mu się, poniesie klęskę. I gówno będzie go obchodziło wtedy jak osiągnąć sukces. Dużo istotniejsze będzie wtedy to, jak wygrzebać się z wielkiego dołu i jak nie popełnić drugi raz tych samych błędów.

Dla naprawdę wielu osób, dużo bardziej wartościowe byłoby słuchanie o tym, jakie ktoś popełnił błędy i co mu się nie udało, niż o tym, jak osiągnął sukces. Dlatego, że często droga do sukcesu jednej osoby, będzie nie do powtórzenia dla innej. A błędy jakie się na tej drodze popełnia, są uniwersalne i wspólne dla wszystkich.

Ja wiem, że dużo atrakcyjniejsze jest oglądanie zdjęć sushi niż mielonych od babci, ale nie zawsze będzie to dla nas przydatne. Każdy zaczynał od mielonych i zanim było go stać na surową rybę, popełnił masę błędów, zrobił setki rzeczy nie tak, i dochodził do tego latami. Dlatego nie ma nic złego w tym, że dzisiaj jesteś na etapie mielonych. Ale zostawmy już polską kuchnię, bo nie o tym chciałem dzisiaj opowiadać.

Jeżeli wydaje ci się dzisiaj, że nic ci się nie udaje, to pamiętaj, że każdy na kogo patrzysz dzisiaj z podziwem, przechodził przez to samo. On nie chce o tym mówić, woli pokazywać to do czego doszedł dzisiaj, ale ma do tego prawo. To ty musisz wiedzieć o tym, że ważniejsza od samego sukcesu, jest umiejętność radzenia sobie z dołkami, które pojawią się na drodze.

I nie ma nic złego w tym, że się nie udaje. Przez to przechodzi każdy. Prawdziwe sukcesy osiągają nieliczni. Dlatego lepiej słuchać ekspertów od porażek, ich wiedza na pewno nam się przyda. Prędzej czy później. Szkoda, że tak niewielu chce o nich opowiadać.

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu