Jak przetrwać sesję, kiedy wszystko jest ważniejsze od nauki?

Na początku chciałem napisać tekst o dziesięciu sposobach na zdanie sesji, ale potem zorientowałem się, ze nawet tylu nie znam. Zamiast tego możecie przeczytać sobie parę zdań na temat tego, jak wygląda nauka na studiach, kiedy nawet zamiatanie pustyni wydaje się być ciekawszą opcją.


Może gdybym był na pierwszym roku studiów i właśnie zaliczył pierwszą sesję, mógłbym próbować wymądrzać się i gadać jakieś głupoty typu „Matura? Haha, zobaczysz gnoju co to sesja”. Niestety mam już za sobą trochę egzaminów, więc wymądrzać się nie będę. Będę za to odpowiadał na kilka pytań, które sam chętnie bym zadał jeszcze dwa lata temu.

Zdążę się nauczyć, jeżeli sesja zaczyna się za dwa dni?

Nauczyć się nie zdążysz, ale to nie znaczy, że egzaminów nie zdasz. Problem z nauką jest taki, że bardzo często (szczególnie na studiach) działa zasada „zakuć, zdać, zapomnieć”, która moim zdaniem niewiele ma wspólnego z nauką. W końcu na koniec i tak niewiele umiemy. Jeżeli chodzi o „systematyczną naukę”, której mit zaczyna się już w liceum, to na studiach jest o to bardzo trudno. Pomaga tzw. dokręcenie śruby w postaci regularnych kolokwiów czy kartkówek. Wtedy rzeczywiście trzeba systematycznie się ze swojej wiedzy rozliczać. I o ile jest to cholernie męczące, to później na egzaminie sporo ułatwia, bo może okazać się, że rzeczywiście coś umiemy.

Czy matura przy sesji to serio mały pikuś?

NIE! No chyba, że naprawdę idziesz na studia tylko dlatego, że mama tak kazała, a ty tak naprawdę wolisz poświęcić swoje życie na imprezowanie i picie browarów na czas. Oczywiście, jeżeli by spojrzeć na ilość literatury, jaką trzeba przyswoić do niektórych egzaminów, to można się przerazić i na pewno treści zawartej w takiej stercie książek jest dużo więcej niż tej do matury. Ale to tylko teoria. W praktyce, na studiach trochę łatwiej przewidzieć czego się można spodziewać i zawsze istnieją sposoby żeby egzamin zdać. Banki pytań, skrypty, podpowiedzi starszych kolegów. To wszystko pomaga i sprawia, że można się bać trochę mniej.

Jak się zmotywować do nauki?

Oooo, to jest temat rzeka. I właściwie nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Prawda jest taka, że trzeba po prostu zacząć. Jeżeli chodzi o sprawdzone metody nauki, to polecam ustawić sobie w telefonie kilka alarmów, które będą sygnalizowały moment, w którym zaczynamy się uczyć. Jeżeli uda się do nauki przysiąść, to potem powinno już jakość pójść. Niestety, żeby osiągnąć pełne skupienie trzeba wyłączyć facebooka, youtuba i memy ze śmiesznymi kotami. Te wszystkie rzeczy po prostu bardzo rozpraszają, a powrót do pełnej koncentracji po każdym sprawdzaniu newsfeeda na facebooku, może trwać średnio trochę ponad 23 minuty (dzięki Jacek!). Jeżeli chcielibyście poznać sprawdzone i działające sposoby na koncentrację, to zapraszam was tutaj.

Mój problem z nauką w trakcie sesji jest taki, że ten okres okazuje się dla mnie najbardziej kreatywnym okresem w życiu. I wszystko nagle jest inspirujące, wszystko jest ciekawe i wszystko jest bardziej zajmujące niż nauka. Nagle chce się oglądać serial, pisać teksty na bloga, nagrywać filmy, słuchać muzyki, czytać książki – byle nie zacząć się uczyć. I to, chcąc nie chcąc, muszę w sobie przezwyciężać. Wiem, że to jest bardzo częsta przypadłość i cierpi na nią sporo studentów.

Rozwiązanie jest bardzo proste. Niech te wszystkie przyjemności związane z pracą kreatywną będą nagrodą za uczciwą naukę. Taką bez rozpraszaczy. Ja właśnie swoją nagrodę odebrałem i publikuję ten tekst.

A teraz będę udawał, że się uczę.

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu