Miłość z internetu

Cały czas mamy w sobie jakieś przeświadczenie, że istnieje jedna, idealna historia miłosna, która musi nam się przytrafić. Taka jak w książkach, taka jak w filmach, albo chociaż taka, o jakiej opowiadali nam nasi rodzice albo znajomi. A potem przychodzi życie i zamienia nasze oczekiwania w rozczarowanie, albo daje nam coś zupełnie innego, czego nie umiemy docenić.


Są tacy ludzie, którzy całe życie potrafią czekać na coś, co nigdy się nie wydarzy. Ktoś może nazwać to naiwnością, ale dla mnie to raczej kwestia wiary i oczekiwań. Oczekiwań wykreowanych przez otoczenie, które nigdy nie powinno być jedynym wyznacznikiem tego co dobre, fajne i możliwe.

Wyjątkowe relacje, zaczynają się od zbiegu okoliczności. Przypadku. Chociaż niektórzy w te przypadki nie wierzą. Według nich, wszystko jest zaplanowane i ma być dla nas jakąś lekcją. Jasne. Szkoda tylko, większość ludzi jednak nie bierze sobie takich rzeczy do serca i nie wyciąga wniosków, więc jaka to dla nich lekcja? Dla nich to zwykły przypadek. Od niego wszystko się zaczyna.

Przecież nie wychodzisz z domu z planem: „Dzisiaj znajdę miłość swojego życia.”. Nie. Wychodzisz z planem: „Kupię bułki, pójdę na uczelnię, potem do biblioteki, a potem na kawę z przyjaciółmi.”. I gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest miejsce na przypadek, zbieg okoliczności. Moment, który możemy zauważyć, albo nie. Wydaje się proste? Spoko, jesteśmy ludźmi, zaraz to wszystko utrudnimy.

Nagle do gry wkraczają nasze oczekiwania. Oczekiwania zbudowane na dziesiątkach historii miłosnych, które stworzyły nasze wyobrażenie o tym, jak to będzie wyglądało w naszym życiu. Oczekiwania, to jest w ogóle największy wróg budowania relacji i poznawania nowych ludzi. Bo piękno tych przypadków i sytuacji, w których możemy kogoś poznać polega na tym, że są NIEPRZEWIDYWALNE. Więc nasze oczekiwania możemy sobie wsadzić. W kieszeń oczywiście.

Wyobrażamy sobie, że spotkamy kogoś w bibliotece. Albo nie, lepiej. Na ulicy, przystojny mężczyzna podjedzie świetnym autem i zapyta o drogę. Albo śliczna dziewczyna w sklepie poprosi nas o podanie jakiejś rzeczy z najwyższej półki, do której nie może dosięgnąć. Czy takie sytuacje nie są super? Mam ich więcej, równie super i równie oklepanych. Spacer w parku, wyjście do klubu, jazda tramwajem, domówka, zajęcia na uczelni, a może na plaży podczas urlopu?

Każdy z nas ma, albo miał w głowie takie wyobrażenie. Nie wierzę, że nie. Mniej lub bardziej realne i mniej lub bardziej oklepane, ale jednak. Są, były, będą. Tacy już jesteśmy, że lubimy marzyć i budować w swojej głowie scenariusze.

Jest jednak coś takiego, od czego cały czas uciekamy, wstydzimy się i uznajemy za mniej wartościowe. Miłość przez internet. Albo z internetu, w momencie, kiedy przekształci się w taką z „realnego” świata.

Wyobrażacie sobie poznać miłość swojego życia na portalu randkowym? Wstyd co nie? Kto w ogóle tak robi? To trzeba być chyba jakimś całkowitym przegrywem, żeby w ogóle próbować. Weź gościu wyjdź do ludzi, idź do klubu, nawal się, zaproś na chatę jakąś laskę. Bądź normalny, a nie przez internet próbujesz kogoś poznać.

Teraz nawet nie są potrzebne portale randkowe. Nie trzeba się na nich rejestrować. Dzisiaj to, co jest nam potrzebne do poznawania ludzi przez internet, dawno mamy w użytku. Facebook, Instagram, Snapchat i każdy inny portal społecznościowy. Nie potrzeba nic więcej. Oprócz chęci i odwagi.

Cały czas mamy z tyłu głowy, że poznawanie ludzi przez internet, to coś gorszego. Że tak się nie powinno robić, że tak nie da się zbudować wartościowej relacji, a tym bardziej znaleźć prawdziwej miłości. Bo przecież trzeba się spotkać, zobaczyć, dotknąć, i zrobić od razu dużo tych pierwszych rzeczy, żeby coś zaiskrzyło. I jeszcze rozumiem, gdyby tylko starsze pokolenia tak myślały. Ale młodzi ludzie też mają w sobie taką obawę, która najpewniej bierze się właśnie z tych oczekiwań, które trudno będzie spełnić.

Prawda jest taka, że coś wyjątkowego może spotkać nas wszędzie, nawet w internecie. Dzisiaj, spędzamy w nim większość naszego czasu. Cały czas jesteśmy zalogowani do sieci, sprawdzamy powiadomienia, scrollujemy zdjęcia i wysyłamy relację ze swojego dnia. To jest nasz realny świat i nasze życie, w którym poruszamy się równie sprawnie, co po bułki do sklepu.

Możemy marzyć o czymś, co – chociaż piękne – może nas nigdy nie spotkać. A w tym samym czasie tracimy i nie zauważamy innych okazji, które przelatują nam przez palce.

Ja, kiedy przestałem oczekiwać i pozwoliłem, „żeby rzeczy się działy”, zobaczyłem, że może spotkać mnie coś wyjątkowego. Wykorzystałem okazję i się udało. Ale gdybym nadal oczekiwał i na siłę szukał, podążał tylko według swojego planu, nigdy bym tego nie doświadczył.

Tak, nie bójmy się tego, żeby budować relację przez internet, a potem przenosić je do”realnego” świata. Dzisiaj to możliwe. Traktujmy to jak szansę, a nie jak upadek cywilizacji, w której każda wartościowa relacja musiała zaczynać się podobnie.

Kiedy słyszę, że ktoś wstydzi się co ludzie powiedzą i jak w ogóle próbować przekształcać internetową znajomość w coś więcej, mam wrażenie, że jedyna słuszna odpowiedź to: Robić, mniej się zastanawiać i podążać za sercem i intuicją. Tylko tyle i aż tyle.

Bo miłość z internetu istnieje. Tam się zaczyna, a kończy z obrączką na palcu i dzieckiem na kolanach. Tak jak każda inna.

Mówię to ja, chłopak z Instagrama.


Jeżeli podobał ci się ten tekst, możesz docenić moją pracę i polubić fanpage na Facebooku. To dużo dla mnie znaczy.

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu