Moje miasto

To co kształtuje mnie jako człowieka. To co ukształtowało wybitnych aktorów i pisarzy, a sprowadziło na dno wszystkich tych, którzy w piętnastostopniowy mróz zamarzają na ulicach. Zaułki, które zabijały i dodawały odwagi, karmiąc alkoholem młodych i starych, uwalniając od strachu przed tym miejscem.


Ziemia obiecana, która wydała na świat Tuwima i Reymonta. I nożownika z Piotrkowskiej, który odebrał życie niewinnemu.

Pamiętam każda dziurę w chodniku i każdą twarz, z którą te dziury przeskakiwałem. Ulice pamiętają wszystko.

W jednym z wielu samotnych spacerów w kierunku Placu Wolności, zaczepiła mnie młoda dziewczyna w ciąży. Mogła mieć może 18 lat. Była brudna i niechlujnie ubrana. Chciała pieniędzy, była głodna. Nie miałem przy sobie gotówki, jedynie ostatnie 30 zł na karcie. Wszedłem do pobliskiego sklepu i kupiłem jedzenie za 20 zł. Wtedy nie zobaczyłem pogardy w jej oczach. Zobaczyłem ją dopiero, kiedy wracałem ze spaceru i nasze oczy spotkały się po raz drugi. Stała pod tym samym sklepem z puszką najtańszego piwa. Wystarczyło jedno spojrzenie.

To miejsce znów dało mi w mordę.

Nocne podróże z baru do baru, aż do rana, do pierwszego autobusu.  Setki osób poznanych na drodze donikąd. Kilka punktów w historii, które kiedyś wymaże czas. Dzisiaj jeszcze pamiętam.

To miasto ucieczki. Ile razy widziałem tych, którzy uciekają. W sztukę, poezję, film, ale też ze sklepu ze zgrzewką piwa w plastikowych butelkach, za którą nie udało się zapłacić. To miasto kontrastów.

Ktoś kiedyś powiedział, że to miejsce jest jak matka alkoholiczka – często potrafi być brudna, śmierdząca, krzywdzi cię, ale i tak ją kochasz.

„Dzisiaj to miasto jest umarłe, to miasto meneli.”

Każda brama, każdy zakątek niesie ze sobą jakąś tajemnicę, historię zarezerwowaną tylko dla wybranych. Wybite szyby, puste butelki, ślady butów. Obdarte mury i sznurki z praniem rozwieszone wzdłuż starych podwórek.

Ta jedna, najważniejsza ulica. Niemy świadek najwybitniejszych i najpodlejszych zdarzeń. Widziała artystów – najlepszych na świecie. Widziała kłamców i zbrodniarzy. Polityków i aktorów. Fotografów, którzy w ułamku sekundy chcieli uwiecznić jej historię. Piękna i dumna, symboliczna. Gdyby mogła mówić, płakałaby nad losem człowieka, którzy przechodząc nią – przeszedł wszystko.

To miasto bez imienia – jak wtedy, kiedy opisywane przez Józefa Rotha, było domem wszystkich kultur. „Takie miasto byłbym nawet chętnie wybrał na dłuższy pobyt wakacyjny – to było dość zabawne miasto, mieszkało w nim wiele dziwnych ludzi, czegoś podobnego nie spotyka się w świecie.”

Życie tutaj to wyrok, który nawet po odbyciu kary zostawia na ludziach ślad. Niezmywalny. Z silnych tworzy wybitnych. Słabych, osłabia jeszcze bardziej. Dlatego tyle osób ucieka z tego miejsca jak z tonącego statku. Na suchy ląd. Tylko nieliczny płyną dalej, z dumą omijając kałuże i dziury w chodniku.

Dla tych, którzy płyną od dawna, nie ma już piękna – są tylko skutki choroby morskiej, widoczne na ulicach w sobotni poranek. A goście widzą kilka promyków nadziei, które potrafią rozbłysnąć pełnym słońcem, oświetlając najpiękniejsze kamienice na świecie.

Najbardziej filmowe z miast, pasujące do każdej historii, do każdej emocji, każdego człowieka. Miasto marzycieli pragnących piękna. Człowieka z gitarą, który grając na metalowej ławeczce potrafi wzruszyć do łez.

Pamiętam jak pierwszy raz szedłem tu z moją miłością. Padał deszcz. Ile miłości w takie deszczowe dni zaczęło się na tych ulicach? Ile pierwszych „kocham” wypowiedziano patrząc na pomnik na okrągłym placu?

Tu, gdzie przenikały się kultury, nikt nie dzielił ludzi na lepszych i gorszych. Tolerancja, takie trudne dzisiaj słowo, mieszkało i mieszka wraz z nami w tym miejscu. Oby jak najdłużej.

Miasto wielkich oczekiwań, że może w końcu ktoś albo coś odmieni jego los. Że może chyląc się ku upadkowi uda się złapać ostatni raz. I udaje się odbić. Udaje się zmienić los i wychodzić na prostą. Udaje się budować i tworzyć zamiast niszczyć i burzyć. Udaje się tworzyć miejsce do życia, a nie oczekiwania na śmierć.

To zaszczyt być tutaj, w tym pięknym piekle, które niszczy i uspokaja – jak dym z papierosa wciągany do płuc. To zaszczyt widzieć te zmiany w miejscu, w którym dzieje się wszystko, całe życie. Tutaj się myśli, czuje, kocha. Tutaj się upada i wstaje.

Łódź, kurwa.

Łódź, kurwa, kocham.

 

 


Jeżeli podobał ci się ten tekst, możesz docenić moją pracę i polubić fanpage na Facebooku. To dużo dla mnie znaczy.

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu