Na dzień dobry #3 – Jak sprawić, żeby ten dzień był lepszy?

Nie wiem dlaczego, ale często mam tak, że już samo myślenie o czekających mnie obowiązkach mnie męczy. Siedząca z tyłu głowy świadomość tego, że zaraz będę musiał wstać i zacząć robić coś, co odkładałem już wystarczająco długo, rozbija mnie już na starcie.

Nie lubię skupiać się na wielu rzeczach na raz i jestem dosyć leniwy – to moje dwie podstawowe wady. Jest to problematyczne, bo kiedy uznaję, że coś jest teraz dla mnie najważniejsze to skupiam się tylko na tym, zostawiając zupełnie inne ważne rzeczy. Dopiero kiedy wiem, że zrobiłem dobrze to co planowałem, mogę przejść do kolejnych zadań. Czasem jest to męczące i można w ten sposób trochę rzeczy zawalić, ale tak już mam. I na razie nie umiem tego zmienić.

Ale czasem zdarza się tak, że tych pozostawionych rzeczy nazbiera się bardzo dużo i trzeba je rozpracować na wczoraj. I sam często łapię się na tym, że jestem jedną z osób, które czekają z wieloma rzeczami do samego końca. Najczęściej jeżeli trzeba coś zrobić na poniedziałek, to najbardziej produktywny czas przypada na niedzielny wieczór. Tak, wiem. To mało odpowiedzialne i walczę z tym.

Przychodzi więc taki moment – niedzielny wieczór albo jakikolwiek inny dzień – i trzeba stawić czoła tym wszystkim zadaniom. Porzucić słodkie lenistwo i wziąć się do roboty na poważnie. I to jest właśnie ten moment w którym wizualizuję sobie te wszystkie zadania i dochodzę do wniosku, że chyba mam problemy z głową, jeżeli chcę to wszystko na raz ogarnąć. No nie da się. Przepadło. Następnym razem. Idę spać. Znasz to? Jak nie, to się ciesz.

Najgorsza jest w tym wszystkim panika i myśl, że się nie da. Przerobiłem to, wiem co mówię. Znalazłem też jeden bardzo dobry sposób, żeby mimo wszystko spróbować się z problemami uporać i jednocześnie uczynić taki feralny dzień trochę lepszym. Właściwie to polecił mi go znajomy, ale myślę, że mogę już uznać go za swój, bo wprowadziłem do niego kilka modyfikacji.

I teraz uwaga. Jeżeli chcesz zastosować ten sposób u siebie, robisz to tylko na własną odpowiedzialność. Nie daję żadnej gwarancji, że u ciebie zadziała. Równie dobrze zamiast kopa do działania możesz przez niego uznać, że masz już wszystko gdzieś i „bez spiny, są drugie terminy”. Trzeba mieć to na uwadze.

Ale jeżeli chcesz zaryzykować to już ci mówię, co ja robię w takiej sytuacji.

Robię sobie przerwę.

Tak, robię przerwę zanim zacznę cokolwiek robić. Serio. To taka przerwa od wszystkiego, włącznie z myśleniem o tym w jak głębokiej dupie jestem. Przez jakieś 15 – 20 minut nie robię nic. Nie da się oczywiście tak całkiem uniknąć myślenia o tym, co za chwilę mnie czeka, ale w magiczny sposób kiedy próbuję oczyścić umysł, dużo rzeczy się w nim układa. Często bywa tak, że ze spokojem układam sobie wtedy plan działania, a potem okazuje się, że jednak wszystko da się zrobić. Dobrze jest też po prostu porzucić wszystkie rzeczy, które akurat się robiło, położyć się, zamknąć oczy i na spokojnie zastanowić nad swoimi zadaniami.

Modyfikacja polega na tym, że w czasie tej przerwy robimy coś co sprawia nam dużą przyjemność. Pijemy kawę, głaskamy kota, jemy dwie tabliczki czekolady. Cokolwiek. Można nawet obejrzeć odcinek ulubionego serialu paradokumentalnego. Byle przestać załamywać się nad ilością czekających zadań, a zamiast tego spróbować je jakoś poukładać i uporządkować. Od takiej przerwy można zaczynać właściwie każdy dzień. Poświęcić 15 minut snu tylko po to, żeby zamiast spieszyć się jak zwykle przed wyjściem z domu, mieć dodatkowe 15 minut na spokojne wypicie kawy i ustalenie w głowie jakiegoś planu. Gwarantuję, że w ten sposób można naprawdę zyskać dużo spokoju i oszczędzić sobie nerwów. Nerwów, które biorą się nie z samych problemów, które nas czekają, ale z niewłaściwego myślenia o nich.

Nie gwarantuję ci, że jeżeli zrobisz sobie taką przerwę, to wszystko nagle zacznie ci się układać. Równie dobrze może to jeszcze bardziej cię rozleniwić. Ale spróbować zawsze warto i jeżeli nawet taki leń jak ja mówi, że to działa, to coś w tym musi być.

 

 


Jeżeli podobał ci się ten tekst, możesz docenić moją pracę i polubić fanpage na Facebooku. To dużo dla mnie znaczy.

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu