Tego wstydzisz się najbardziej

Czego się wstydzimy? Czego nie chcemy pokazywać innym? Brzydkiego ubrania? Brudnego samochodu? Starego telefonu? A może czegoś zupełnie innego?


Żyjemy w czasach kultu sukcesu. To taki banał na początek. Każdy o tym wie, ale pewnie nie każdy zastanawia się nad tym, co to właściwie oznacza. Większość pewnie myśli, że ich to nie dotyczy i nie mają nic wspólnego z tym wyścigiem do zajebistości i popularności. Ale to nieprawda. Każdy z nas w tym uczestniczy.

Chcemy być po prostu najpiękniejsi i najfajniejsi. Nikt nie chwali się w Internecie brzydkimi zdjęciami. Nikt nie chwali się wakacjami w Zbąszynku. Jak robić sobie zdjęcie, to tylko w super ubraniu i świetnym makijażu. Jak jechać na wakacje, to tylko za granicę. Nie wiem kiedy to nastąpiło, ale po prostu przyjęliśmy, że właśnie takie rzeczy podobają się innym i takie rzeczy chcemy innym pokazywać. I w mniejszym lub większym stopniu każdy tak ma.

Wrzuciłeś kiedyś do sieci zdjęcie kotleta mielonego? Nie?  A zdjęcie sushi? Dobra, nie musisz odpowiadać, domyślam się. Kto ci powiedział, że sushi na instagramie jest fajniejsze od mielonego? Kto ustalił zasady tej gry?

Powiem ci. Sami to zrobiliśmy. Przyjmując, że droższe i bardziej ekskluzywne jest lepsze. Jasne, w bardzo wielu przypadkach po prostu tak jest. Ale mimo to, jesteśmy narodem, który  – pewnie przez swoją trudną historię – zwariował na punkcie bogatego i kolorowego życia.

Wyobraź sobie taką sytuację. Spotkanie klasowe 10 lat po maturze. Super sprawa. Można zobaczyć się ze starymi kumplami, powspominać, podzielić się historiami ze swojego życia. Ale przede wszystkim można się chwalić. Chwalić i pokazywać z jak najlepszej strony.

Takie spotkania, to festiwal ludzi sukcesu. Każdemu się udało, każdy jest bogaty, każdy jest piękny, każdy ma cudowne życie. No po prostu niesamowite! Okazuje się, że większość polskich ogólniaków wykształciła ludzi sukcesu i celebrytów. Taki mamy genialny system edukacji i rynek pracy!

A nie, przepraszam. Nie wszystkim się udało. Są jeszcze ci, którzy na takie spotkania nie przychodzą. W zadzie pewnie mogliby udawać i opowiadać o swoim życiu w samych superlatywach, ale mają w sobie na tyle dużo dobrego smaku, że nie chcą tego robić. Ich życie wcale nie musi być kolorowe. Nie odnieśli sukcesu. Wstydzą się tego.

Wstydzimy się porażki. Nie potrafimy jej zaakceptować. A przecież to naturalne, że nie wszystko nam się udaje. Jeżeli się dużo robi, pewnie większość z tych rzeczy prędzej czy później się nie uda. Potrzeba wiele czasu i wiele popełnionych błędów, żeby wyjść na swoje. Takie jest życie i tak działa świat.

I albo uda nam się to zaakceptować i nauczymy się wyciągać wnioski, albo możemy się zwyczajnie okłamywać, że wszystko jest okej. Możemy tkwić w tym stanie zawieszenia, kiedy nie do końca zaakceptowaliśmy, że nie jest wcale tak pięknie i dalej opowiadać innym, że wszystko jest idealnie.

Właściwie to musimy zaakceptować też to, że większości z nas się coś nie uda. Tak dzisiaj działa świat. Z jednej strony wszędzie widzisz sukces i do niego dążysz, a z drugiej strony tych dążących jest tak wielu, że większość szybko dostanie po głowie i będzie musiała sobie z tym poradzić. I dopóki nie nauczymy się radzić sobie z naszymi porażkami, dopóty cholernie frustrujący będzie dla nas ten kolorowy świat do którego dążymy.

Nauczyliśmy się już ciężko pracować, zamiast oczekiwać wszystkiego od świata, ale musimy jeszcze nauczyć się tego, że nie wszystko od razu nam się uda. Coraz mniej cieszymy się z porażek innych, ale za to nadal nie umiemy zaakceptować tych naszych. Kiedyś, kiedy komuś się nie udawało, to było od razu widać, a inni mogli się na tym dowartościować. Dzisiaj przegrywamy w ukryciu, w samotności. Dla innych mając przygotowaną inną wersję rzeczywistości.

Warto mieć swoje cele, warto mieć swoje ambicje. Ale nie warto wstydzić się tego, że nam się nie udaje. To, że nie widzimy tego na co dzień i zawsze skupiamy się na tym co piękne, nie znaczy, ze porażka nie istnieje. Istnieje i ma się dobrze. Dobrze o tym wiesz, prawda?

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

  • Kto ustalił zasady tej gry? Staram się buntować wobec tego szału sukcesu i powierzchowności życia, przeciwko wymuskanemu wyglądowi i mieszkaniu jak z obrazka. Oddycham, myślę i chce pozostać wierna swoim zasadom. Wszystko to jednak tak otacza człowieka, że trudno nie poczuć odrobiny zazdrości, gdy z pensji starcza tylko do pierwszego a na nowe meble i remont to już nie i tej kwestii nie chce czuć jako osobistej porażki. Pracuję, nie jestem pasożytem mopsu i moje życie też ma wartość mimo braku wypasionego auta w garażu:)

Close Menu