A ty, kogo dzisiaj udajesz?

Jakiś czas temu, bardzo wiele osób zszokował i zbulwersował fakt, że pewien znany youtuber postanowił oszukać swoich widzów i zainscenizować spotkanie, które nigdy się nie odbyło. Wszystko zostało później nazwane „wizualizacją” i komentowane oraz wyśmiewane przez prawie każdego, kto o sprawie usłyszał.


Dlaczego było o tym tak głośno? To kwestia skali i zasięgu. Kiedy coś takiego robi człowiek znany i popularny, od razu staje się o tym głośno. Szczególnie, że celem takiego dokładnie przemyślanego działania, jest właśnie zasięg i to, żeby ludzie „gadali”. I w ten sposób, zaczyna się burza. Bo ludzie uświadamiają sobie nagle, że ktoś może kłamać, udawać, oszukiwać czy chwalić się czymś, co w rzeczywistości jest zmyślone.

Ale zostawmy ten przypadek. O nim słyszał prawie każdy. Jeżeli było dla ciebie czymś niezwykłym, że popularna i znana osoba może chwalić się osiągnięciem, które nigdy nie miało miejsca, to czym dla ciebie będzie stwierdzenie, że robi to niemal każdy?

Tak, każdy udaje. Tak, każdy kłamie. Każdy sobie coś wizualizuje i każdemu wydaje się, że osiągnął więcej niż w rzeczywistości. Jaka jest różnica? Nie każdy się tym chwali i nie każdemu zależy na rozgłosie. Bo jednak w gruncie rzeczy, trochę się tego udawania wstydzimy.

Co daje takie udawanie? W naszej głowie docieramy wtedy do miejsca, w którym chcielibyśmy być. Do miejsca, do którego dążymy, ale jeszcze nie udało nam się tam rzeczywiście dotrzeć. To tak, jakby ktoś kupował ubranka dla dziecka, 10 lat przed jego narodzinami. Albo zaczynał projektować swoją willę nad morzem, pracując jeszcze na zmywaku za granicą. Niby nic w tym złego, ale na tym etapie życia może się to wydawać śmieszne.

Jasne, oszukiwanie jest złe. To znaczy, że nie możesz mówić ludziom, że jesteś milionerem, kiedy w rzeczywistości nie masz kasy i mieszkasz z rodzicami. I nie możesz podrywać dziewczyn, mówiąc, że pracujesz w NASA, kiedy na co dzień składasz kanapki w maku. Ale myśleć możesz sobie co chcesz. Tego nikt nie może ci zabronić.

Z takiego myślenia, czasem mogą wyjść dobre rzeczy. trzeba to tylko dobrze wykorzystać. Ja, od zawsze wyobrażałem sobie, że kiedy piszę jakiś tekst, to nie pisze go dla 50, 100 czy 1000 osób, ale dla setek tysięcy! Bo wiedziałem (i dalej wiem), że w każdej chwili może okazać się, że napisałem coś co przypadkiem obiegnie cały internet i poruszy ludzi. Nie wiem kiedy to będzie, ale muszę być gotowy. Dlatego nie mogę pisać czegoś, czego nie wstydzę się opublikować dla 100 osób, ale będę wstydził się, kiedy przeczyta to pół Polski. Liczę, że dzięki temu jestem lepszy. I może tak jest.

To, że nie masz dzisiaj miliona na koncie, nie znaczy wcale, że nie masz o tym marzyć i wyobrażać sobie w siebie w takiej roli. Rób to, proszę bardzo. Może to sprawi, że dokonasz dobrych życiowych wyborów i za jakiś czas będziesz w tym miejscu, które wcześniej było tylko w twojej głowie. Nie ma na to gwarancji, ale trzeba próbować.

O czym zawsze trzeba pamiętać? Żeby nie przesadzić. Nie ma nic złego w wizualizowaniu sobie jakiegoś celu i myśleniu o tym, jak to będzie kiedy tam dotrę. To nie powód do wstydu ani temat do wyśmiewania kogoś, kto tak robi. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy udajesz kogoś kim nie jesteś. Kiedy ogłaszasz całemu światu, że jest inaczej niż w rzeczywistości.

Bo może i ktoś kupi książkę „Jak zostać milionerem?” napisaną przez studenta mieszkającego z rodzicami, ale czy to nie będzie oznaczało, że udawanie w naszym świecie poszło o krok za daleko?

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu