Związek bez kompromisów musi się za wcześnie skończyć

Wszedłem w ten etap w życiu, w którym większość moich kumpli z którymi na co dzień spędzam najwięcej czasu, jest w poważnych i długoletnich związkach. Trzy, cztery, trzy i pół czy dwa lata związku to już czas, po którym jest się w stanie poznać drugą osobę na tyle dobrze, żeby powiedzieć z prawie stuprocentową pewnością czy nam ta osoba odpowiada czy nie. I jeżeli miałbym zapytać któregokolwiek z nich, co jest kluczem do dogadywania się ze swoją drugą połówką, na pewno nie byłoby to ciągłe stawianie na swoim.


Są oczywiście tacy panowie – samce alfa – którzy powiedzą, że babę to trzeba trzymać krótko i za żadne skarby nie traktować jej zdania poważnie, bo przecież to mężczyzna ma zawsze rację i wszystkie spory musi rozwiązywać na swoją korzyść. Na szczęście takie podejście powoli wymiera, wraz ze wzrostem samoświadomości kobiet, głównie na temat ich życiowych możliwości.

Jak się dogadać? Przede wszystkim trzeba tego chcieć. To wydaje się oczywiste i banalne niczym cytaty z książek Paulo Coelho, ale powiem wam coś o oczywistych rzeczach. Mamy 2018 rok, a ja przeczytałem ostatnio już chyba trzy dyskusje na temat tego, czy to czasem nie będzie miłe, jeżeli odpiszemy na maila, albo czy czasem nie powinniśmy traktować drugiej osoby z którą rozmawiamy o biznesie, jak żywego człowieka, a nie maszyny z której wyciągamy kasę. Serio, nad takimi rzeczami ludzie zastanawiają się w w 2018 roku. A w niektórych miejscach w internecie zastanawiają się nad tym, czy Ziemia aby na pewno ma kształt geoidy czy może jest płaska jak naleśnik. XXI wiek. Zatoczyliśmy koło.

Dlatego uwaga, że jeżeli masz się z drugą połówką dogadać, to musisz tego chcieć, może dla niektórych brzmieć w moich ustach na tyle odkrywczo, że zaraz będą chcieli zapisać się do mnie na jakiś kurs budowania relacji międzyludzkich. Ale niestety, od tego mamy już w internecie kilku mówców motywacyjnych (nie mylić z coachami!).

Niektórzy twierdzą, że życie jest za krótkie, żeby iść na kompromisy, że trzeba myśleć o sobie i dbać o siebie. Również w związku. I chociaż ze stwierdzeniem, że trzeba o siebie i swoje potrzeby dbać, mogę się jeszcze zgodzić, o tyle nie wyobrażam sobie budowania relacji z drugim człowiekiem, bez kompromisu.

Ludzie mają w sobie czasem zakodowaną silną potrzebę samorealizacji. A w związku nie zawsze dobieramy się na zasadzie podobieństw i jest wielce prawdopodobne, że trafimy na kogoś, kto naszych pasji i zainteresowań nie będzie podzielał, a mimo tego nie będziemy sobie wyobrażali bycia z kimś innym. Wtedy właśnie bardzo ważnie jest spotykanie się w połowie drogi i DOGADYWANIE SIĘ w kwestiach bardziej lub mniej istotnych.

Nie każdy musi podzielać potrzebę samorealizacji. Dlaczego akurat ten przykład? Bo ta potrzeba bardzo często gdzieś podświadomie każe nam nie zwracać uwagi na potrzeby kogoś innego i skupiać się tylko na sobie i swoich celach. A to, dla związku jest zabójcze.

Okazuje się, że dużo trudniejsze od pracowania na swój sukces, jest pracowanie na wspólny sukces. A bardzo niewiele osób widzi realną wartość tego, że będąc z kimś i rozwijając się z kimś – szczególnie kimś kogo kochamy – jesteśmy w stanie osiągnąć dużo więcej, niż robiąc to samemu.

Nawet największy egoista, chcąc budować długi i udany związek, musi dojść do wniosku, że czasem trzeba odpuścić, zrobić jeden krok w tył, żeby potem móc zrobić dwa do przodu. I że nie zawsze liczę się tylko ja, a dla „dobra sprawy” mogę coś swojego poświęcić. Żeby coś innego zyskać.

Bo chyba właśnie o tę umiejętność poświęcenia czegoś swojego chodzi. Jeżeli ktoś mówi, że poświęcenie to głupota i nie opłaca się rezygnować z czegoś swojego dla drugiego człowieka, to prędzej czy później się na tym przekonaniu przejedzie. Świadczyć będzie o tym każde rozstanie, każda niewykorzystana szansa, każda sytuacja, w której można było zrobić coś więcej. Coś, co pozwala trzymać taki związek przy życiu i go umacniać.

I dzisiaj, wybierając tę jedną rzecz, która jest dla mnie we wszystkich moich relacjach najważniejsza, wybiorę umiejętność pójścia na kompromis i odpuszczenia, kiedy wymaga tego sytuacja. Bez tego, nie mógłbym liczyć na to, że ktokolwiek wytrzyma ze mną wystarczająco długo, żebym nie nazwał tego swoją porażką.

Jestem ogromnie wdzięczny, że przeczytałeś mój tekst. Jeżeli chcesz wspierać moją pracę, zostaw komentarz albo lajka na Facebooku. Zachęcam Cię też do przeczytania innych moich tekstów, które znajdziesz poniżej. Do zobaczenia!

Close Menu